Przejdź do strony:
» Rozwodzić się z żoną czy nie - sam nie wiem czy nie jestem egoistą
E-mail adresata:
Temat wiadomości:
Polecany wątek na forum Wieszjak.pl!
Treść wiadomości:

* do wiadomości automatycznie zostanie dołączony adres url wątku
Śledzony temat:
Sprawy rodzinne
Wybierz metodę powiadomienia o nowych komentarzach w tym wątku:


Postów: 3
14:41 07-02-2012
Witam,

nie korzystam zbytnio z forum, ale mam problem, kłucimy się z żoną ostatnio bardzo. Znamy się 2,5 roku w zeszłym roku (6 miesięcy temu) pobraliśy się. Jestem z tych mało zdecydowanych facetów, raczej żona zabiegała i rodzina żony o szybki ślub, przed ślubem żona również skrupulatnie namówiła mnie na zakup przed ślubem mieszkania na kredyt, oczywiście na mnie, potem remont mieszkania trwający 6 miesięcy, kredyt na materiały (8 tyś) tez na mnie bo przecież jestem facetem, nie mówie już o tym, że pieniędzy praktycznie nie mamy (małe pensje), a łącznie remont kosztował nas pół mieszkania :). Żona jest bardzo ambitną kobietą odkąd pamiętam liczyła się u niej wiecznie praca, realizowanie celów i coś dociera do mnie, że ja również byłem takim celem do zdobycia (może dlatego, że ona nigdy z nikim nie spała, a poznała faceta przystojnego, który na początku nie traktował jej zbytnio poważnie). Nie wiem co zrobić dalej, kupiliśmy to mieszkanie pod Warszawą w bloku, w tym samym bloku udało się kupić mieszkanie jej bratu (również wyjątkowemu ambitnemu i najmądrzejszemu na świecie człowiekowi). Żona ściągneła ze swojej wioski siostre, która pomieszkuje u nas pod pretekstem że szuka pracy i pewnie znajdzie szybko bo cała rodzina jest wyjątkowo ambitna. Wiecie o co są u nas kłutnie ? O brak rozmowy, nie mogę dotrzeć do żony, jak pytam o żeczy dla niej problemowe to wychodzi awantura. Nie mówie już o tym że żona zwyczajnie mnie okłamała 5 miesięcy przed ślubem nagle zniknął seks, wkońcu po wielu próbach oznajmiła, że to przez względy religijne że przed ślubem nie, ale wcześniej się kochalismy. Po śłubie tez sexu wogóle 1 raz na miesiąć, a na moją sugestie że mnie okłamała oczywiście zawsze znajdzie ripostę, ludzie normalnie zaczynam być nerwowy (jestem gburem, egoistą, nie potrafie żyć z ludzmi i ludzie odbierają mnie jako gburowatego człowieka), nie realizuje się wogóle, względem żony byłem wychowany na nieporadne ciele, ja i mój brat który miewa stany depresyjne, (praktycznie z bratem nie rozmawiamy od 1.5 roku i to w dużej mierze zasługa żony - nie przez to że była niemiła czy co ale przez fakt, że my na dyskotece byliśmy 1 lub dwa razy w przeciągu całej naszej znajomości). Żona alkocholu mi nie zabrania, mogę sobie kupić piwo, wódkę i jak powiem że dziś trochę łyknę to troche poburczy i pozwala mi na to. Sama się czymś tam zajmie. Ja zwyczajnie doszedłem do wniosku że nie pasujemy do siebie charakterami. Dla wielu kobiet będe pewnie stereotypem typowego samca co rzuca skarpetki, otóż nie. To ja robie kanapeczki do pracy, to ja objołem funkcje zarządcy w bloku w którym mieszkamy i mam dużo na głowie, a ona twierdzi żę dopiero się rozkręcam - ludzie , ja zawsze kochałęm zwierzeta, psy, kupiłem jej kota bo ona chciała kota a po dwóch miesiacach kot siers gubi i trzeba sie go pozbyć, kuwety ani razu nie posprzatała. Jak mysle ze całe zycie spedze na zapieprzaniu i dogadzaniu to mi żal ze jestem takim naiwnym pajacem. Ja uwielbiam podóżówać, przyrodę, zwerzęta, nie mam takich prorytetów jak wystaw się a zastaw się, dla mnie remont mieszkania był głupota, te pieniądze co włożylismy to starczyłuby w 2/3 na spłatę kredytu którym jestem obarczony, oczywiście żóna tweirdzi ze to nasz wspolny kredyt, no tak ? ale zaciagniety na mnie. Mam dosyc braku zrozumienia, ona moze z siostrą siedziec pod kocem i ogladac telewizje a ja moge isc do piwny i pic np. piwo. A potem siostra która średnio lubie slipi na mnie oczami. Co powieniem zrobić ???? całe szczęście ze nie mamy dzieci, bo o prawnie to ja dbam w domu, o poranne sniadanie takze, w pracy żre płatki owsiane albo pcham jakies buły. Ludzie wolałbym życ w kawalerce z żoną co zapytan czy zrobić ci kochaniy mój najdroższy kanapki, mieć psa i dorabiać się powoli, niż gonić za własną żoną i kłucić się o pytanie :

1. czemu kochanie nie dbasz o to co by mąż zjadł
2. czy siostra długo u nas zamieszka
3. czy pojdziemy na spacer.
4. choć pojedziemy w góry - jak jej coś nie pasuje to kaplica, nie i już

ale odkąd znam to wieczormai z koleażankami z pracy i przełożoną potrafiła gadać godzinami a mi pić np: browar.

Czy tak wyglada prawdziwy zwiazek, zle sie z tym czuje mam dosyc, boje sie reakcji w pracy, rodziny, rozpadu czego czego bardzo pragnalem. Wiem że ułożyłbym sobie życie na nowo bo złym człowiekim nie jestem, ona tez nie ale czemu zawsze musi być tak jak ona chce. Jakbym sie nie odzywał a przyrulał dawał kwiaty, siedział w domu i zajmował się domem to by jej wystarczyło, tak to robie do tej pory. Ale ja się dusze, uwielbiam podróóżwac, czuć wolnośc, wolałbym spłynąc miesiąć w dziczy w kajaku niż lecieć z nią na karaiby. Czuje pustkę w tym wszystkim brakuje mi polotu u niej, zapytania czasem czy wszystko wporządku. Tak to jęczy, zmien prace, mądrzy sie jacy to moi przelozenie sa cwani robia mnie w konia, a sama nie jest idelana i powiedzialbym srednio odpowiedzialan, tak bylo z pieniedzmi z wesel, ok. kilkunastu tysiecy trzymala na lokatach,. tyle prosilem przelej na wspolne konto bo to jedyne nasze zabezpieczenie, wiecie co sie stalo, lokaty cos tam tusk ustawa i pieniadze przepadly, oczywiscie jak cos powiedzialem ze a nie mowilem to placz i ze szykanuje. Ludzie mam dosyc, wolalbym to sprzedac zamieszkac w wynajmowanym pokoju, wziasc psa ze schroniska i wolno sie dorabiac z normalna dziewczyną, która też lub przyrode, nie jest nastawiona tyllko na prace i realizowanie celów, ale spokojnie do czegoś dochodzi, mam 3 szkoły podyoplomowe a żona licencjat ale ona twierdzi ze szkoly w obecnych czasach juz nic nie daja - ja sie nie zgadzam, papier trzeba miec. Pomoże ktoś i coś podpowie na ta dziwna sytuacje rodzinną. tzn rozwód i nie
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj
~gość
62.61.*.*


18:09 07-02-2012
Jeżeli dusisz się w tym małżeństwie to weź rozwód póki dzieci jeszcze nie ma. Nie licz na poprawę bo na pewno jej nie będzie. Będzie tylko gorzej. A mieszkanie skoro nabyłeś przed ślubem nie podlega podziałowi. Jest to Twoja odrębna własność i tylko Tobie się należy.
Powodzenia.
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj

linki
reklamowe
 
~Monika
83.26.*.*


18:21 07-02-2012
Dokładnie zgadzam się z poprzednikiem, bierz chłopie rozwód,tak się nie da żyć. Im szybciej to załatwisz tym lepiej dla Ciebie.Powodzenia i głowa do góry.
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj
~daizy79
46.148.*.*


19:44 07-02-2012
Hej Nie martw sie Ja Jako żona też dusze sie w małżenstwie.Ale na szczęscie już jestem na etapie rozwodu bo powiedziałam dosyc!! życze ci powodzenia w podejmowaniu decyzji , mądrych i przemyslanych.
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj


Postów: 3
16:36 15-02-2012
zycie jest do dupy / mam tego dosyć, jeszcze truje mi zeby do swiezo wyremontowanego mieszkania sprowadzic siostre, na ktorą nie mogę patrzeć. A na dodatek tak walczy zeby zostać dyrektorem placówki, że ąz nie mogę tego znieć, nic tylko praca i plany sprzedażowe.
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj
~gość
83.21.*.*


16:42 15-02-2012
Podejmij decyzję - rozwód - i tego się trzymaj.
Za kolejne pół roku, rok będziesz pantoflarzem od nadskakiwania żonie, a ona będzie żądać coraz więcej.
Odnośnie sprowadzenia siostry powiedz "nie - to moje mieszkanie i nie zgadzam się". Obawiam się, że jak dłużej będziesz taki uległy to w końcu wymuszając na tobie spełnienie własnych żądań dopuści się rękoczynów... Nie życzę. Więc skończ to póki czas.
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj


Postów: 246
Pomógł: 8
12:46 16-02-2012
Z tego, co piszesz, to twoja małżonka, to przytomna dziewucha, która za kark próbuje wszystkich, w tym ciebie i siostrę podciągać za sobą do góry. Jak ci tempo nie odpowiada, to rzeczywiście sobie odpuść, ale spróbuj też zobaczyć pozytywy tej sytuacji. Jeśli pozwoliła ci przed ślubem kupić mieszkanie na ciebie, to znaczy, że nie jest interesowna w relacjach z tobą. Czasami nie jest źle mieć kogoś, kto za ciebie o wszystkim pomyśli. Siostra to jest jakiś problem, ale do rozwiązania: albo zmontuj jakiś trójkąt, albo powiedz żonie, że ci się podoba, to jej sama spakuje walizki:)
---------------------
Eks
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj

linki
reklamowe
 
~marzycielka
164.127.*.*


14:51 16-02-2012
Witaj autorze wątku,
w moim związku jest odwrotnie. Jestem mężatką od 4 lat. Wcześnie znaliśmy się z mężem bardzo długo choć chodziliśmy ze sobą krótko. Wszystko wskazywało na to, że mamy wspólne wartości, mamy o czym rozmawiać. Będąc na studiach spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Mamy 3 letnie dziecko. Na początku było rzeczywiście fajnie, bo wspólnie cieszyliśmy się dzieckiem, ale z czasem wyszło tak, że to ja zajmuję się domem i dzieckiem, a On pracuje i rozwija się zawodowo. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie to, że nagle okazałam się dla męża nie atrakcyjna. Zarzuca mi,że nie pracuję i nie mam żadnych planów i ambicji. Trzeba dodać, że mieszkamy na wynajętym mieszkaniu i z pieniędzmi krucho. Ja jestem magistrem, ale zawód mam mało praktyczny. Mam już 30 lat i dziecko. Nie jest łatwo znaleźć godną pracę. Próbowałam pracować w "prostej pracy" (tzn nie zawodowo), ale wcale nie spadły ze mnie jakiekolwiek obowiązki domowe. Niezależnie od tego czy pracowałam 12 godzin czy byłam cały dzień w domu to ja piorę, gotuję, zmywam, kładę dziecko spać, kąpie je itd.nie mówiąc o takich pracach jak mycie podłóg, toalety itd...To obudziło we mnie protest.Od jakiegoś czasu siedzę w domu. Robię wszystko,ale nie pracuję. Mąż ciągle marudzi, że musi za wszystko płacić, że mało pieniędzy. Od jakiegoś czasu dostał sporą podwyżkę, ale jego nastrój się nie poprawił. Traktuje mnie ogólnie dobrze,ale bez większych emocji. Przychodzi z pracy i gapi się w monitor, a potem idzie spać. Trzeba powiedzieć, że jestem atrakcyjną, szczupła brunetką. Staram się w miarę możliwości dbać o siebie, choć wiadomo,że nie mając za dużo pieniędzy nie ubieram się jakoś super ładnie (odkąd wyszłam za mąż na palcach można policzyć co sobie kupiłam, każdy zakup jest 100razy przemyślany, bo są ważniejsze wydatki).

Wcześnie będąc studentką nigdy nie deklarowałam wielkich ambicji zawodowych. Pieniądze nigdy się dla mnie jakoś specjalnie nie liczyły. Wakacje zawsze spędzałam ciekawie lecz tanio (autostop, kempingi, wolontariaty na festiwalach). Dziwią mnie pretensje męża o brak pracy. Wiadomo, że z małym dzieckiem i bez pomocy nie mogłam iść do pracy (nie dałabym dziecka do żłobka!!!)a teraz jest jak jest, czyli 30 lat, brak doświadczenia i kryzys na rynku pracy dla ludzi z humanistycznym wykształceniem...Nie czuję wsparcia ze strony męża. Ja lubię spacery, fajną atmosferę niekoniecznie dużym kosztem (może być piknik w pobliskim parku), mąż ciągle upatruje problem w pieniądzach. Już nie mam siły i też myślę nad rozwodem. Mi wyjazd pod namiot wystarczy, nie musi być luksusowo. Wiem,bardzo się rozpisałam, ale krócej się nie da...To co mnie najbardziej boli to to, że mój mąż nie potrafi rozmawiać. Nie mówi wprost o co mu chodzi. Dowiaduję się jak już od niego wyciągnę siłą. Też zwykle mówi,że rozmowa nie ma sensu.

Czasem mam ochotę zabrać dziecko i odejść, ale właśnie dla dobra dziecka powstrzymuję się. Staram się odbudować ten obumarły związek. Czy to ma sens?
Z drugiej strony czuję, że czas leci i że nie tak chcę żyć, a na zmianę mało liczę. Mąż nie potrafi się cieszyć małymi rzeczami. Z rodziny wyniósł taki wzorzec, że trzeba zarabiać, "osiągać" itd.

Czasem się zastanawiam, może rzeczywiście fruwam w obłokach, marzę o podróżach, zajmuję się domem a tak naprawdę nic użytecznego nie robię. Z drugiej strony czy zajmowanie się domem i rodziną to "nic"? Zawsze bardzo chciałam mieć dzieci, ale teraz się zastanawiam czy w "takim układzie" ma sens mieć więcej dzieci???I czy w ogóle powinnam mieć dzieci z tym właśnie mężczyzną???On kocha dziecko, ale to nie wystarcza by tworzyć harmonijną rodzinę. Ech.....

Życzę podjęcia dobrych decyzji. Dobrze, że nie macie dzieci jeszcze, bo to znacznie utrudnia podjęcie wszelkich decyzji, no i radzę uważać, żeby nie okazało się, że małżonka jest w ciąży i jednak trzeba będzie trwać w trującym związku, gdzie jedna osoba wyzyskuje drugą (w Waszym przypadku emocjonalnie)
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj
~zniecierpliwiony
77.255.*.*


09:59 17-02-2012
""""" że to ja zajmuję się domem """"

Co to właściwie znaczy???? Proszę o pilną odpowiedź.
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj
~gość
83.27.*.*


21:11 17-02-2012
~zniecierpliwiony napisal(a): """"" że to ja zajmuję się domem """"
Co to właściwie znaczy???? Proszę o pilną odpowiedź.



A znaczy to pewnie to, że zamiast zanudzać ludzi na forum, gotuje , sprząta, pierze ...
 zgłoś do moderacji zgłoś naruszenie regulaminu
odpowiedz
cytuj
Przejdź do strony:

Społeczność »

Zadaj pytanie na forumZOSTAŃ NASZYM EKSPERTEM
dukeaeccmfilipinkanieruchomosci_wawzaneta1985
dukeaeccmfilipinkanieruchomosci_wawzaneta1985
Dołącz do naszego grona